5 min czytania
Asia i Albert — od pierwszej wiadomości do ślubu nad morzem
Zaczęło się od ciszy między dwiema wiadomościami. Od krótkiego zawahania, czy odpisać od razu, czy jeszcze chwilę poczekać.
Od rozmowy, która od pierwszych zdań miała w sobie coś więcej niż zwykłą wymianę słów — jakby los już wtedy delikatnie popychał ich w swoją stronę.
Poznali się przez Badoo. Bez wielkich oczekiwań, bez planu na przyszłość. Kilka zdań, lekki flirt, uśmiechy zapisane na ekranie telefonu i propozycja spotkania, która padła zupełnie naturalnie.

Władysławowo. Spacer.
Tego dnia padał deszcz. Nadmorski, drobny, uporczywy. Morze było szare, niebo nisko zawieszone, a świat zdawał się zwalniać tylko dla nich.
Szli obok siebie, jeszcze nieśmiało, z tym charakterystycznym napięciem pierwszego spotkania. Rozmowa płynęła lekko, śmiech przeplatał się z ciszą, która nie była niezręczna — była obietnicą.

Gdy spacer dobiegał końca, zatrzymali się na chwilę. Deszcz kapał z włosów, dłonie były chłodne, ale serca biły szybciej.
Ten jeden pocałunek — prosty, spontaniczny — rozpoczął wszystko. Był jak decyzja podjęta bez słów. Od tego momentu wiedzieli, że to nie było tylko spotkanie. To był początek.

Potem przyszła codzienność — wspólne poranki, rozmowy do późna, plany snute coraz śmielej.
Z „ja" bardzo szybko zrobiło się „my". Uczyli się siebie nawzajem, swoich ciszy, śmiechu i emocji, które z czasem układały się w coś trwałego i spokojnego.

Aż nadszedł dzień jego urodzin. Dzień, który miał być zwykłym świętowaniem, a stał się jednym z najważniejszych momentów ich życia.
Wśród bliskich, w atmosferze radości i wzruszenia, padło pytanie, które zmienia wszystko. Oświadczył się właśnie wtedy, a odpowiedź była natychmiastowa — pełna łez, uśmiechu i szczęścia.

Ślub odbył się blisko morza — tam, gdzie ich historia miała swój początek. Szum fal towarzyszył przysiędze, wiatr delikatnie poruszał suknię, a morze znów było świadkiem czegoś prawdziwego i ważnego.
Tym razem nie było deszczu — była jasność, spokój i pewność.

My, jako ekipa foto i video, mogliśmy być tam razem z nimi. Dyskretnie, uważnie, z ogromnym szacunkiem do emocji.
Uwieczniliśmy spojrzenia, drżenie rąk, uśmiechy i momenty, których nie da się powtórzyć. Od pierwszego pocałunku nad morzem — aż po ślub w tym samym, symbolicznym miejscu.
Bo są historie, które same proszą się o to, by je opowiedzieć. A my mamy zaszczyt zamykać je w obrazach, które zostają na zawsze.
Więcej zdjęć z tej sesji
Kliknij, aby powiększyć • 17 zdjęć
Poznajmy się
Jeśli to, co tutaj napisaliśmy, brzmi dla Was znajomo — dajcie znać. Chętnie poznamy Waszą historię.
Autor: Zespół Miłość w Obrazie
Kategoria: Historie · Sesje poślubne

_small.webp)
